Nasze wcześniejsze wyprawy nauczyły nas jednego: najciekawsze podróże zaczynają się wtedy, kiedy kończy się wygodny plan. Dlatego w tym sezonie nie szukaliśmy łatwiejszego kierunku. Pojechaliśmy na Wschód. Do Rosji: z namiotem, bagażami i tą charakterystyczną mieszanką ciekawości i lekkiej niepewności, która pojawia się zawsze, gdy człowiek rusza w miejsce, o którym więcej słyszał, niż naprawdę widział. Była to podróż zupełnie inna od poprzednich. Nie jechaliśmy już tylko po to, żeby zobaczyć kolejne miejsca. Chcieliśmy zobaczyć, jak naprawdę wygląda świat po drugiej stronie granicy, która przez lata wydawała nam się tak odległa. Chcieliśmy spotkać ludzi, porozmawiać z nimi, zajrzeć za fasadę stereotypów i sprawdzić, ile prawdy kryje się w obrazach, które znamy z mediów. Jak zwykle zabraliśmy ze sobą więcej pytań niż odpowiedzi. I jak zwykle szybko okazało się, że droga i Junak mają na nas własny scenariusz.

Jak głosi prawo Murphy’ego: jeśli coś w Junaku może się zepsuć, to z pewnością się zepsuje 😱😂. Tym razem padło na 60-letnią obręcz koła, która pękła w najmniej spodziewanym momencie, czyli już w pierwszym dniu naszej wyprawy. Tomek był kompletnie zaskoczony - bo przecież kto przy zdrowych zmysłach spodziewałby się, że nagle rozszczepi się koło?

i się wzięło pękło


Kiedy jednak z pękającym kołem znajdujesz się gdzieś na Mazurach, do głowy przychodzi tylko jeden ratunek: Siódmak! A kiedy okazuje się, że w Polsce są dwa Siódmaki i oczywiście trafiasz najpierw do tego niewłaściwego, zabawa zaczyna przypominać wyższy poziom sztuki przetrwania. 😂

będzie dobrze

naprawiamy


Mimo wszystko bierzesz się w garść i jedziesz do właściwego Siódmaka. I wtedy dzieje się rzecz niemal niewiarygodna. Zastajesz Pawła - wybawcę zesłanego przez motocyklowe niebiosa - a za nim całą kolekcję tylnych kół do wyboru. Po krótkiej rozmowie Paweł pożycza nam tylne koło ze swojego osobistego Junaka. I to nie byle jakiego, bo takiego, na którym sam odbył przed laty jedną z pionierskich w Polsce podróży Junakiem na Nordkapp i z powrotem. Koło, które dostaliśmy w ramach motocyklowego „pogotowia ratunkowego”, okazało się prawdopodobnie jednym z najlepszych tylnych kół do Junaka na świecie. 😂 Dlaczego tak uważamy? Bo po przejechaniu z nami całej naszej trasy, po bardzo nierównych, podziurawionych i mocno wymagających wschodnich drogach, nie pękła ani jedna szprycha! Tomek do ostatniego dnia patrzył na nie z niedowierzaniem…



A Junak miał co dźwigać: nas dwoje i cały bagaż. Czyli zestaw, który dla 60-letniego Junaka zdecydowanie nie był obciążeniem symbolicznym.

Bagaż, junak i Agata


I tu pojawia się ważne pytanie: czy oryginał jest lepszy od repliki?



Oczywiście, że tak! 😎 Pod jednym warunkiem: że oryginał jest w dobrej kondycji, nie został nadmiernie nadgryziony zębem czasu i nie był przez lata przesadnie ulepszany przez szopowych poprawiaczy. Bo w przypadku Junaka czasem najlepszą modyfikacją okazuje się… pozostawienie go w spokoju.



Jednak nie zawsze pozostawienie w spokoju "Junakowych" części ciała skutkuje bezawaryjnością. Niestety, "Prawo Murphy'ego" nie zna litości. Tak też było z naszą osłoną łańcucha na tej wycieczce. Godnie służyła Tomkowi około 15 lat, aż w końcu postanowiła rozpiąć łańcuch napędowy. Na szczęście okoliczności były wybitnie sprzyjające naprawie, uff. Nie padało, było słonecznie, ciepło, a my w środku dnia znaleźliśmy się na niezbyt ruchliwej drodze. Gdzie dokonać oficjalnych zaślubin osłony łańcucha z rosyjskim lasem przydrożnym, jak nie tam?! Tak też zrobiliśmy i nagle Tomek stwierdził, że "usłyszał Junaka na nowo", bez tych wszystkich chochlików żyjących do dziś dnia w osłonie.



Czy mieliśmy inne problemy z motocyklem? Nie mieliśmy. Standardowe kontrole napięcia, łańcucha, poziomu olejów, ciśnienia w ogumieniu, stanu naładowania akumulatora i dbanie o to, aby w zbiorniku paliwa zawsze było ponad "rezerwą” - oto cała lista naszych trosk i zmartwień.



Oczywiście od początku podróży wieźliśmy na Junaku 5-litrowy kanister z awaryjną benzyną, ale nie było potrzeby jej użycia. Korzystaliśmy głównie z benzyny 92-oktanowej, której obecność w Rosji jest czymś powszechnym, a nasz Junak czuł się na niej doskonale.



Jedyna rzecz, która niekoniecznie przypadła do gustu całej naszej trójce, to mocno niestabilny stan rosyjskich dróg. Bywają odcinki z tak złym stanem nawierzchni, że chwila nieuwagi może kosztować zdrowie, życie, uszkodzenie/zniszczenie motocykla. A, według naszych obserwacji, jest to ok 35-40 % całej przebytej przez nas trasy. Także koncentracja kierowcy w każdej sekundzie podróżowania jest w tej sytuacji nie tylko mile widziana, ale przede wszystkim niezbędna do przetrwania! W życiu nie widzieliśmy takich dziur.



Utrzymywaliśmy średnią prędkość przelotową rzędu 73-85 km/h, co skutkowało średnim spalaniem o wartości 3,9-4,2 l/100 km przy zastosowaniu zębatki zdawczej 22 z., czyli bardzo przyjemnie i ekonomicznie. Wybierając się w głąb Rosji, trzeba być również przygotowanym na deszcz stulecia, który dla miejscowych jest przelotnym deszczykiem, a dla nas prawdziwą katastrofą naturalną! Zatem kombinezony deszczochronne w Rosji obowiązkowe!



Czy chcielibyśmy tam wrócić? Oczywiście, że tak… Te drobne i chwilowe przeszkody absolutnie nie odebrały nam radości podróżowania po Rosji - kraju przepastnym, potężnym, różnorodnym i bogatym w krajobrazy, wrażenia i ludzkie historie. Szerzej opisaliśmy je na swoich profilach na Facebooku.

Agata i Tomasz Gaj

ps kilka dodatkowych fotek poniżej, to ostatnia awaria jaka nas spotkała

co my tu mamy

dobra już wstaję 

to się zateguje