Jak głosi prawo Murphy’ego: jeśli coś w Junaku może się zepsuć, to z pewnością się zepsuje 😱😂. Tym razem padło na 60-letnią obręcz koła, która pękła w najmniej spodziewanym momencie, czyli już w pierwszym dniu naszej wyprawy. Tomek był kompletnie zaskoczony - bo przecież kto przy zdrowych zmysłach spodziewałby się, że nagle rozszczepi się koło?
Kiedy jednak z pękającym kołem znajdujesz się gdzieś na Mazurach, do głowy przychodzi tylko jeden ratunek: Siódmak! A kiedy okazuje się, że w Polsce są dwa Siódmaki i oczywiście trafiasz najpierw do tego niewłaściwego, zabawa zaczyna przypominać wyższy poziom sztuki przetrwania. 😂
Mimo wszystko bierzesz się w garść i jedziesz do właściwego Siódmaka. I wtedy dzieje się rzecz niemal niewiarygodna. Zastajesz Pawła - wybawcę zesłanego przez motocyklowe niebiosa - a za nim całą kolekcję tylnych kół do wyboru. Po krótkiej rozmowie Paweł pożycza nam tylne koło ze swojego osobistego Junaka. I to nie byle jakiego, bo takiego, na którym sam odbył przed laty jedną z pionierskich w Polsce podróży Junakiem na Nordkapp i z powrotem. Koło, które dostaliśmy w ramach motocyklowego „pogotowia ratunkowego”, okazało się prawdopodobnie jednym z najlepszych tylnych kół do Junaka na świecie. 😂 Dlaczego tak uważamy? Bo po przejechaniu z nami całej naszej trasy, po bardzo nierównych, podziurawionych i mocno wymagających wschodnich drogach, nie pękła ani jedna szprycha! Tomek do ostatniego dnia patrzył na nie z niedowierzaniem…
A Junak miał co dźwigać: nas dwoje i cały bagaż. Czyli zestaw, który dla 60-letniego Junaka zdecydowanie nie był obciążeniem symbolicznym.
I tu pojawia się ważne pytanie: czy oryginał jest lepszy od repliki?
Oczywiście, że tak! 😎 Pod jednym warunkiem: że oryginał jest w dobrej kondycji, nie został nadmiernie nadgryziony zębem czasu i nie był przez lata przesadnie ulepszany przez szopowych poprawiaczy. Bo w przypadku Junaka czasem najlepszą modyfikacją okazuje się… pozostawienie go w spokoju.
Jednak nie zawsze pozostawienie w spokoju "Junakowych" części ciała skutkuje bezawaryjnością. Niestety, "Prawo Murphy'ego" nie zna litości. Tak też było z naszą osłoną łańcucha na tej wycieczce. Godnie służyła Tomkowi około 15 lat, aż w końcu postanowiła rozpiąć łańcuch napędowy. Na szczęście okoliczności były wybitnie sprzyjające naprawie, uff. Nie padało, było słonecznie, ciepło, a my w środku dnia znaleźliśmy się na niezbyt ruchliwej drodze. Gdzie dokonać oficjalnych zaślubin osłony łańcucha z rosyjskim lasem przydrożnym, jak nie tam?! Tak też zrobiliśmy i nagle Tomek stwierdził, że "usłyszał Junaka na nowo", bez tych wszystkich chochlików żyjących do dziś dnia w osłonie.
Czy mieliśmy inne problemy z motocyklem? Nie mieliśmy. Standardowe kontrole napięcia, łańcucha, poziomu olejów, ciśnienia w ogumieniu, stanu naładowania akumulatora i dbanie o to, aby w zbiorniku paliwa zawsze było ponad "rezerwą” - oto cała lista naszych trosk i zmartwień.
Oczywiście od początku podróży wieźliśmy na Junaku 5-litrowy kanister z awaryjną benzyną, ale nie było potrzeby jej użycia. Korzystaliśmy głównie z benzyny 92-oktanowej, której obecność w Rosji jest czymś powszechnym, a nasz Junak czuł się na niej doskonale.
Jedyna rzecz, która niekoniecznie przypadła do gustu całej naszej trójce, to mocno niestabilny stan rosyjskich dróg. Bywają odcinki z tak złym stanem nawierzchni, że chwila nieuwagi może kosztować zdrowie, życie, uszkodzenie/zniszczenie motocykla. A, według naszych obserwacji, jest to ok 35-40 % całej przebytej przez nas trasy. Także koncentracja kierowcy w każdej sekundzie podróżowania jest w tej sytuacji nie tylko mile widziana, ale przede wszystkim niezbędna do przetrwania! W życiu nie widzieliśmy takich dziur.
Utrzymywaliśmy średnią prędkość przelotową rzędu 73-85 km/h, co skutkowało średnim spalaniem o wartości 3,9-4,2 l/100 km przy zastosowaniu zębatki zdawczej 22 z., czyli bardzo przyjemnie i ekonomicznie. Wybierając się w głąb Rosji, trzeba być również przygotowanym na deszcz stulecia, który dla miejscowych jest przelotnym deszczykiem, a dla nas prawdziwą katastrofą naturalną! Zatem kombinezony deszczochronne w Rosji obowiązkowe!
Czy chcielibyśmy tam wrócić? Oczywiście, że tak… Te drobne i chwilowe przeszkody absolutnie nie odebrały nam radości podróżowania po Rosji - kraju przepastnym, potężnym, różnorodnym i bogatym w krajobrazy, wrażenia i ludzkie historie. Szerzej opisaliśmy je na swoich profilach na Facebooku.
Agata i Tomasz Gaj
ps kilka dodatkowych fotek poniżej, to ostatnia awaria jaka nas spotkała